Gwiazdy NBA
07.06.10
Najlepsza liga świata NBA do PLK ma się jak piernik do wiatraka. Niby chodzi o to samo, niby po parkiecie biega taka sama liczba koszykarzy, niby obręcz zawieszona jest na tej samej wysokości. A jednak wszystko jest zupełnie różne. Najokazalej kolosalny dystans dzielący polskie rozgrywki od tych najlepszej ligi świata uwidoczniły coroczne pojedynki gwiazd obu profesjonalnych lig (tak tak, polska liga jest ligą zawodową…). Ich rozmach i organizacyjny porządek.
NBA All Star 2010 miał miejsce w Dallas. Właściciel miejscowej drużyny Mavericks, obrzydliwie bogaty Mark Cuban znany nie tylko z udziału w amerykańskiej wersji Tańca z Gwiazdami ale także (a może przede wszystkim) z porażającej szczodrości oraz łatwości z jaką wydanie sumy z sześcioma zerami. Gdy Cuban w końcu wygrał dla „swojego” Dallas możliwość organizacji Meczu Gwiazd NBA od samego początku zapowiedział, że takiego meczu świat jeszcze nie wiedział (a przynajmniej ten koszykarski). Jak powiedział, tak uczynił. Na trybunach stadionu Dallas Cowboys było 108 tysięcy kibiców, którzy oklaskiwali występ najlepszych zawodników ligi. I nie ma tu znaczenia, że zdecydowana większość swe oczy kierowała na zawieszony pod kopułą areny telebim. Oczywiście w wydaniu XXL. Bo Amerykanie wszystko pragną mieć największe, najlepsze, najokazalsze – simply the best.
Nieco inaczej w kraju nad Wisłą. Władze polskiej ligi święto basketu postanowiły w tym roku nadać miejscu, które ekipy pierwszoligowej… w ogóle nie ma. Do lubelskiej hali Globus wejść mogło 4 tysiące osób, ekranu nie było, prowadzący szwankował. I znowu, takie same jak w USA były tylko kosze, boisko, liczba koszykarzy będących po boisku…
Pokaz indolencji dali organizatorzy. Co prawda spektakl cheerleaderek z Wrocławia oraz Trójmiasta a także gościnny akt podniebnej grupy tanecznej „Ocelot” były imponujące, lecz 10-cio minutowa cisza chwilę po nich już niekoniecznie. Z powodu transmisji telewizyjnej spotkanie musiało rozpocząć się nieco później, czego nikt nie potrafił przewidzieć. W tym czasie prowadzący nieudolnie próbował rozweselić widownię swoimi opowieściami oraz zachęcać ich do meksykańskiej fali. Rzeczywiście, było z czego się cieszyć…
Tagi: koszykówka, NBA, PLK