Kto za Jelenia
07.09.10
Qyntel Woods – najznakomitszy gracz Tauron Basket Ligi przez wielu postrzegany także za najbardziej genialnego gracza, jaki kiedykolwiek w polskiej ekstraklasie wystąpił – narzeka na ciężki czas. spotkania wstąpiły w najistotniejszą fazę, a czołowy strzelec Euroligi jest cieniem samego siebie. W dwóch pierwszych zmaganiach półfinałowych z Treflem Sopot rzucił zaledwie 4 oczka. I nie chodzi tylko i wyłącznie o zdobycz punktową gwiazdora ligi. zawodnik najlepszej polskiej drużyny zamiast problemu na boisku, przechodzi przez ciężki czas w swojej psychice.
Na boisku w Gdyni sprawiał wrażenie, jakby grał na nim z przymusu. Woods nie poświadczył opinii, jakoby na mecze z zespołami z górnej części tabeli zachęcał się na mecze ze słabszymi. Woods słaniał się po boisku tak jakby odczuwał skutki solidnie zakrapianej zabawy poprzedniego wieczoru. Zamiast biegać uprawiał świński trucht, zamiast twarzy koszykarskiego zabijaki kibicom naszego kraju prezentował spojrzenie gracza, który zimą zjawia się na przymusowym treningu wczesnym rankiem. Gdyby w naszym kodeksie karnym był ustęp odnośnie zaniedbywania widzom podczas wydarzeń masowych przez jej głównych aktorów, Woods dostałby dożywocie. A gdyby fanom trzeba było jeszcze oddać pieniądze za bilet, od Woodsa lekko można by się dopominać kilku „stówek” dodatkowo.
To wydarzenia przedziwne, tym bardziej, że koszykarzem mistrzów Polski podobno ponownie zainteresowali się menadżerowie zespołów najlepszej ligi świata. Rozmowę z Amerykaninem przeprowadził renomowany amerykański magazyn „Slam”, kolumnę poświęcił mu koszykarski dziennikarz Bill Simmons. Jeśli nie do NBA, Amerykanin po wybitnym dla siebie sezonie euroligowym powinien trafić co najmniej do Hiszpanii (mówi się nawet o królewskim Realu). ostatnimi pojedynkami z Treflem Amerykanin wykazał jednak, że na kolejną szansę w karierze nie zapracował sobie, a jeśli będzie się prezentował jak ostatnio fani zapamiętają go głównie z gwiazdorzenia, a nie bycia gwiazdą. I sen o najlepszej lidze świata nigdy się nie ziści.
Tagi: Frankowski, Jeleń, piłka nożna